piątek, 6 lutego 2015

Początek :)

Witam. Jestem Klaudia. Od kilku lat interesuję się literaturą fantasy i sama próbuję tworzyć w tym gatunku. Na blogu będę zamieszczać fragmenty opowiadania/powieści, nad którą pracuję od pewnego czasu. 
Mam nadzieję, że Wam się spodoba. :)

Anioł

 
ROZDZIAŁ 1
Anioły nad Brenną

Noc z 28 lutego na 1 marca była ciepła. Niebo okradzione z gwiazd, czarne jak smoła nie zwiastowało nic nadzwyczajnego, jednak ponad chmurami działy się rzeczy, do których normalni mieszkańcy Brenny nie mieli prawa mieć dostępu.
Dwa oddziały aniołów leciały ku sobie, powoli i majestatycznie. Na przedzie każdego z nich byli dowódcy z długimi na dwa metry mieczami, odziani w białe togi, na których lśniły zbroje. Długość mieczy i waga stali nie była dla nich przeszkodą bowiem byli kilkakrotnie wyżsi od przeciętnego człowieka, a ich mięśnie lśniły w świetle gwiazd i księżyca jak wykute z żelaza. Ich twarze były piękne, nie wyrażały żadnych emocji, lecz idealne, ostre rysy nadawały im zaciętego i poważnego wyrazu. Zmierzwione przez wiatr włosy, mimo że były w nieładzie i opadały im na czoła i oczy, były też kwintesencją męskości.
Za nimi w trzydziestu równych rzędach po trzydzieści aniołów w każdym, lecieli wojownicy, anioły nie tak majestatyczne, wyniosłe i pedantyczne, jednak posturą dorównujące swoim przełożonym. Ci z przodu mieli łuki i kołczany wypełnione całkowicie połyskującymi to srebrnym, to krwawym blaskiem strzałami. Anioły na końcach oddziałów uzbrojone były w miecze podobne to tych, które nieśli dowódcy, lecz wykute z widocznie gorszej jakości materiału. Żaden szanujący się anielski strateg nie przykładał wagi do ich uzbrojenia, zazwyczaj były to anioły skazane, wysłane do bitwy tylko po to, by zostały zgładzone.
Oddziały zatrzymały się w odległości stu metrów od siebie i rozpoczęło się widowisko, którego Ziemia nie widziała i prawdopodobnie nigdy nie zobaczy. Dowódcy podlecieli do siebie, podali sobie dłonie i równocześnie wypowiedzieli słowa : "Niech Bóg rozsądzi ten spór" po czym wrócili do swoich wojsk i jakby czytając przeciwnikowi w myślach wydali w tym samym momencie rozkaz ataku. Błysnęła stal i z anielskich gardeł wydarł się melodyjny i piękny okrzyk bojowy. Anioły ruszyły ku sobie powoli. Gdy z łuków wyleciały strzały i pierwszy anioł zginął, w ziemię uderzył piorun. Tej nocy zobaczyć ich można było jeszcze około tysiąca, choć uśpieni wyjątkową mocą mieszkańcy Brenny nie zauważyli ani jednego. Dla nich ta noc była spokojna, a powietrze w ich domach aż ciężkie od ciszy. Nie słychać było ujadania psów, szelestu liści ani nawet cichego odgłosu krążących wokół lamp ulicznych owadów.
Gabi obudziła się jak zwykle spóźniona do szkoły. Wzięła szybki prysznic, spakowała co trzeba i wybiegła przed dom, ale to co tam zobaczyła, nie było tym, czego się spodziewała. Dzień był dość ciepły, ale w powietrzu czuć było zapach burzy, która przecież nie mogła nadejść tej nocy. Gabi ogromnie bała się grzmotów i błyskawic, więc na pewno obudziłaby się, gdyby burza faktycznie szalała nad miastem. Dziewczyna rozejrzała się i stanęła jak wryta. Jej samochód, czarna Impala, którą kupiła za pieniądze ojczyma, zainspirowana serialem „Supernatural”, została zgnieciona. Na jej dachu leżał półnagi mężczyzna, który, jak zdawało się na pierwszy rzut oka, nie żył, jednak po chwili zauważyła powolny puls żyły na jego szyi.
- Co to, kurna, jest? - pomyślała odwracając się na pięcie i pobiegła do domu, by wezwać karetkę.
Potykając się o podwinięty dywan, Gabi długim ślizgiem dotarła do telefonu i automatycznie wystukała numer pogotowia. Nerwowo bębniąc palcami o blat kuchennego stołu stojącego przy ścianie z aparatem, czekała na połączenie. Wreszcie po drugiej stronie słuchawki odezwał się żeński, trochę zmęczony głos.
- Pogotowie ratunkowe, w czym mogę pomóc?
- Na moim samochodzie jest mężczyzna. Wygląda jakby spadł z dużej wysokości. Myślałam, że nie żyje, ale zauważyłam puls. Nie wiem co z nim zrobić, nie wiem co się stało, nie wiem jak mu pomóc! Przyślijcie karetkę na Sztormową dziewiętnaście. - Wyrzuciła w sobie tylko właściwym tempie, co oznacza, że cała ta kwestia wydobyła się z jej ust w czasie krótszym niż pół minuty.
- Czy może pani powtórzyć dwa razy wolniej? - powiedziała spokojnie telefonistka.
- Mężczyzna. Na samochodzie. Żyje. Ledwo. Karetka. Na ulicę Sztormową dziewiętnaście.
- Tak lepiej, już wysyłam karetkę. Proszę nie panikować i sprawdzić, czy poszkodowany jest przytomny.
Gabi powoli odłożyła słuchawkę. Szpital był niedaleko, więc spodziewała się pomocy za nie więcej niż dziesięć minut. Wyszła więc na taras, gdzie zastała ten sam widok co przed kilkoma minutami. Podeszła bliżej do samochodu i ciągle leżącego na nim mężczyzny. Miał na oko dwadzieścia, góra dwadzieścia dwa lata. Był wysoki - zajmował cały dach samochodu, przy czym nogi zbiły przednią szybę. Miał blond włosy i śniadą cerę. Zaczynał dawać coraz więcej oznak życia: powoli poruszał palcami, jego oczy ruszały się niespokojnie pod powiekami, brzuch unosił się i opadał przy każdym z trudem łapanym oddechu.
- Jest pan przytomny? Słyszy mnie pan? - zapytała Gabi łamiącym się z przerażenia głosem.
Oczy mężczyzny otworzyły się w setnej sekundy, wyrażały przerażenie. Usiadł gwałtownie, ale chwilę później opadł znów bezwiednie na plecy, miał połamane żebra, to pewne. Gdy się podniósł, dziewczyna zobaczyła, że jest naprawdę potężnej postury. Miał co najmniej metr dziewięćdziesiąt. Wziął kilka głębokich oddechów, jakby potrzebował chwili, by przetrawić wszystkie informacje, które dotarły do niego w momencie przebudzenia.
- Czy Ty mnie widzisz? - Zapytał wyraźnie zaintrygowany i przestraszony. Jego oczy błądziły po całym otoczeniu.
- Oczywiście! Czemu niby miałabym nie widzieć wielkiego faceta, który prawie wgniótł w ziemie mój samochód.
- Ale to jest przecież niemożliwe! Bitwa, polegli, anioły, przecież ja... Nie, to jakiś podstęp. To Dagio miesza mi w głowie...
Więcej nie powiedział, stracił przytomność zostawiając Gabi całkowicie zbitą z tropu. Co on bredził? Pewnie ma wstrząs mózgu... Dagio, co to właściwie jest? Nowy narkotyk? Jej przemyślenia przerwała syrena karetki.
- No nareszcie. - Powiedziała pod nosem i wyszła w stronę ulicy, by pomachać kierowcy i naprowadzić go na właściwą drogę.
Po chwili tajemniczego mężczyznę wnosili już do ambulansu, a Gabi opowiadała wszystko co wydarzyło się tego ranka jakiemuś szpakowatemu ratownikowi. Kiedy karetka odjechała, dziewczyna przypomniała sobie o szkole i o tym, że właśnie mija jej matma. Pomyślała, że nauczycielka, Czarna Mamba, jak mówili na nią wszyscy w szkole z powodu jej czarnych włosów i zawsze ciemnego stroju, będzie mścić się na niej za dzisiejszą nieobecność do końca roku, ale mimo utraty ukochanego samochodu, piątkowy poranek bez matematyki wróżył dobry weekend.